poniedziałek, 6 czerwca 2016

Rozdział XXVIII

Rozdział dedykuję Patty;* Super, która jako jedyna nie podejrzewała Leona o inną dziewczynę.

- Leon spokojnie - ponownie próbowała mi przemówić do rozsądku, ale w tym momencie byłem zbyt zdenerwowany, żeby móc spełnić prośbę.
- Mamo, jak mam być teraz spokojny. Przeleciałem pół świata, zostawiłem najcudowniejszą dziewczynę, żeby pomóc wygrzebać się z tego gówna. Potem będę musiał odbudować spalone za sobą mosty. Przez to wszystko powiedziałem Violi, że to koniec, zrywam z nią, a to takie okrutne w świetle tego, co już przeszła. 
Poszliśmy wspólnie do samochodu, który został zaparkowany niedaleko wejścia do terminalu lotniska.
Wsiedliśmy do pojazdu i pojechaliśmy w stronę domu moich rodziców. Nie chciałem dłużej czekać na niewygodne pytania, insynuacje czy sugestie, dlatego też postanowiłem spytać:
- Ile kasy jest potrzebne?
- Leon, z kwestią finansową wszystko jest załatwione. Nie mamy długów ani tym podobnych.
- To po co ja tu jestem?! - byłem poważnie zirytowany. W końcu po co mnie tu chcieli, skoro nie mają problemu w pieniądzach. Podczas wszystkich rozmów wydawała się tak bardzo zaniepokojona. Nie mam bladego pojęcia co tu się dzieje. 
W niezręcznym milczeniu dojechaliśmy do celu. Wysiadłem, po czym pomogłem mojej rodzicielce. Weszliśmy do domu, w którym panowały egipskie ciemności, ze względu na pozasłaniane wszędzie okna. Mama popchnęła mnie lekko w przód, żebym usunął się z przejścia. Dalej poprowadziła mnie przez wąski korytarz, do pokoju stojącego na jego końcu. Otworzyłem drzwi i ukazał mi się widok na małe pomieszczenie. Pod ścianą stał kominek, przed którym, w centrum pokoju, znajdował się fotel, z siedzącą na nim skuloną postacią. Oprócz tego był tam mały stolik kawowy i drobne, zasłonięte okno. Podszedłem do mężczyzny i przytuliłem. W tym momencie, kiedy zobaczyłem jak bardzo jest rozbity, moja cała złość nagle uleciała. Czułem żal i współczucie. Widziałem już nie raz, jak osoby są rozbite, pokonane przez otaczające ich życie, ale to był dla mnie wstrząs. Mężczyzna, który od zawsze był dla mnie wzorem, silny, dzielny, niepokonany, a teraz siedzi tu przede mną, potrzebując mnie. Usiadłem tak jak wtedy, gdy miałem ledwie sześć lat i siadałem tu, pod fotelem, gdy ojciec opowiadał mi historię ze swojego życia. 
- On ci wszystko wyjaśni - powiedziała i zamknęła drzwi z drugiej strony, przerywając tym samym moją chwilę refleksji.

~*~

Życie jest puste i pozbawione sensu Kyle. Zabierając życie, nie odbierasz tak na prawdę nic istotnego.* Nie do końca jestem pewna, co z autorem tej książki było nie tak, ale osobiście czuję, że oddaje ona moje najgłębsze uczucia. Wiem, że będąc zdołowaną, nie do końca powinnam czytać tego typu rzeczy, ale uwielbiam to robić. Otwierając jakąś książkę mogę oderwać się od otaczającej mnie rzeczywistości. Ujrzeć coś zupełnie innego, dostać skrzydeł, odlecieć w zupełnie inny świat, zapomnieć.
Z pewnością siedziałam nad lekturą stanowczo zbyt długo, bo już zaczęło zmierzchać. Odłożyłam ją na bok i podkuliłam nogi. Znów w oczach cisnęły mi się łzy. Czułam, że coś się we mnie skończyło. Ponoć czas leczy rany. Ponoć, gdy coś się skończy, gdy zamkniemy jakiś rozdział w naszym życiu, możemy otworzyć nowy, zacząć wszystko budować od początku. Ale czy to na prawdę ma jakiś sens? Czuję, że moje życie to tak na prawdę iluzja, setki domków z kart, które są zbudowane z setek chwil, które z jednym podmuchem rozpadając się, zostawiając w rozsypce wspomnienia, które zamiast podnosić na duchu, powodując co raz do większe uczucie bólu. Nie chcę dłużej takiego życia. Jednak kiedy myślę o tym, że już kilka razy próbowałam to naprawić, wydawało mi się, że wznoszę potężne mury, a one opadały jak słomiany domek, bo ktoś zawładnął moim sercem. Co najgorsze, ja nie chcę wyrzucać Leona z mojego serca. Kocham go. Ale czy warto trwać w uczuciu, skoro nawet nie wiem, co się u niego dzieje. W kółko ktoś mi powtarza, że jak kocha to wróci. Osobiście uważam, że jeśli kocha na prawdę to nigdy nie odejdzie. 
Leżałam wciąż na łóżku, kłębiąc się w pętlach szarych myśli, aż do usłyszenia telefonu. Odebrałam, nie patrząc nawet, kto dzwoni. Po drugiej stronie słuchawki usłyszałam tylko cichy szloch.
Po otrzymaniu, ledwie wyduszonej przez Fede, wiadomości, wsiadłam w samochód, żeby jak najszybciej dostać się do szpitala, w którym, o zgrozo, leżała moja ukochana przyjaciółka. Łzy spływały mi strumieniami.
Wbiegłam do szpitala i podbiegłam do recepcji. Natychmiast odnalazłam salę, w której znajdowała się moja przyjaciółka. Obok niej siedział, trzymający ją za rękę, Federico. Nie potrzebowaliśmy słów. Czuliśmy do samo. Przytuliłam go, a on objął mnie. Wiedział, że to i jeszcze sytuacja z Leonem mogą bardzo mnie rozchwiać. Wtedy usłyszałam niejednostajny, przerażający pisk monitora, informujący o zatrzymaniu akcji serca.
I nagle uświadomiłam, że mój cały świat się wali...

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
* Brent Weeks Droga Cienia (również genialna książka, godna polecenia)
Spokojnie, to nie ostatni rozdział. Powiedzcie, co sądzicie o takim opisie przeżyć bohaterów. Osobiście uważam, że to pozwoli Wam odrobinę się w nich zagłębić.
Zuzia ^^ 

niedziela, 22 maja 2016

One Shot

Jest to one shot nie do końca związany z opowiadaniem. Bardziej chodziło mi o to, żeby przekazać Wam pewne swoje odczucia. W ostatnim czasie miałam trochę mniej przyjemnych sytuacji i chciałam się czymś z Wami podzielić. Może zrobię kiedyś coś z rodzaju przemyślenia? Co Wy na to?
Bez zbędnego gadania, oto to "coś".

  Ludzie popełniają błędy, robi to każdy, bez względu na wiek, rasę, wykształcenie, czy też wyznanie. Tak na prawdę, nie to jest najgorsze. Nieumiejętność przyznania się do własnych porażek. Błędne mniemanie o swoich racjach doprowadza do egoistycznego, a także błędnego odbioru otaczającej nas rzeczywistości. Tworzymy wokół siebie skorupę nie poznając zdania, czy opinii innych. Właśnie dla tego każdy człowiek potrzebuje koło siebie drugiej osoby. Kogoś, kto będzie sprowadzał nas do pionu, będzie delikatnie rozdrapywał budowaną przez nas samych skorupę, nie degradując nas ani poniżając. Właśnie tacy są przyjaciele, ci prawdziwi, którzy zostają z nami, żeby móc w odpowiedniej chwili znów postawić nas do pionu.
  Dzieciństwo, najpiękniejszy okres w życiu każdego człowieka. Beztroska, radość, brak codziennego pośpiechu, zawiści, nienawiści do innych. Właśnie dlatego dzieci tak łatwo nawiązują przyjaźnie. Rozmawiają ze sobą, bez tajemnic i niepotrzebnych sekretów. Jeśli się nie opuści osoby poznanej w piaskownicy, można zbudować wspaniałą przyjaźń na długie lata. Dbając o innych od samego początku, stajemy się do nich wyjątkowo przywiązani. Zaczynają się wpisywać w nasze życie jak rodzina.
  Jednak w dzisiejszych czasach słowo przyjaźń straciło już swój właściwy wydźwięk. Swoje znaczenie. Teraz co raz częściej nazywa się tak osoby, które tak na prawdę nie znają żadnej z naszych tajemnic, naszych marzeń, czy też pragnień. Są z nami na pokaz, bo aktualnie mamy coś modnego do zaoferowania. Fałszywość wśród osób, którymi się otaczamy, może powodować późniejsze uczucie rozczarowania, smutku.
Przyjaciel, to nie osoba, z którą porozumiewa się bezkonfliktowo. To nie jest sedno. To ktoś, kto nie obrazi się, za ironiczny żart skierowany w jego stronę, ktoś, z kim czasem będziemy się kłócić, ale cały czas pozostaje w nas świadomość, że choćbyśmy byli w środku najdłuższego sporu, przyjaciel przybędzie gdy wpadniemy w tarapaty. Bez względu na to, jak nienormalnym, czy postrzelonym się jest, ile ma się wad. Prawdziwy przyjaciel pomaga nam z nimi walczyć, a równocześnie nie przeszkadza im to. Nie próbują nas zmieniać, ani tym bardziej upodabniać się do innych. Prawdziwi przyjaciele pozwalają ci być sobą. I nie ważne jak daleko od siebie będą. W obecnych czasach jest tyle możliwości komunikacji, że nie ma szans na utratę prawdziwego przyjaciela. Jedyne jak możemy to zrobić, to przez własną głupotę, a ten ktoś i tak będzie utrzymywał, że nic się nie stało i wróci do nas, kiedy będziemy go potrzebować.
Właśnie takich przyjaciół, oddanych, wyjątkowych, niepowtarzalnych, szczerych i przede wszystkim prawdziwych.
Zuzia^^

niedziela, 15 maja 2016

Rozdział XXVII

Siedziałem już w kabinie samolotu. Wyglądnąłem przez malutkie okienko, przez które zobaczyłem lotnisko i parking, na którym tak niedawno stałem. W głowie kłębiło mi się mnóstwo myśli, zwłaszcza te dotyczące Violi. Czy dalej tam stoi, łudząc się, że zawrócę? Mam nadzieję, że nie, bo przeżyje kolejne rozczarowanie. Wiem, że moje zachowanie jest lekko mówiąc dziwne i niesprawiedliwe, wobec tego, co już wcześniej przeżyła. Dla mnie to również nie była łatwa decyzja, ale jakbym wspomniał jej, o co chodzi, zostałbym zdyskredytowany w jej oczach. Sam również będę cierpiał, ale muszę to dla nas zrobić. Jeśli uda mi się wrócić, to zrobię wszystko, żebyśmy byli razem do końca życia. Nigdy nie czułem się równie źle. Kocham Violettę i ciężko mi było ją zostawić bez żadnych wyjaśnień. Mam też nadzieję, że Ludmiła i Federico się nią zaopiekują, jak i również na to, że przyjacielowi uda się przeżyć starcie z wściekłą blondynką. Ale nikt nie wie. Tylko ja. I przysięgam, że jak tylko dolecę na miejsce, to chyba zamorduję sprawcę owego zdarzenia.

~*~

Nie czekałam z nadzieją, że Leon zawróci. Odwróciłam się na pięcie i poszłam na powrót do parku. Zastanawiałam się nad moim dalszym losem. Czy Leon wróci? Jeśli tak się stanie, czy będę już normalnie funkcjonować? Czy jak go zobaczę, to znów coś we mnie pęknie? Te pytania nie dawały mi spokoju. Na rozmyślaniach zleciała mi cała droga do domu. Gdy otworzyłam drzwi frontowe, okazało się, że w nim czeka już na mnie szczęśliwa para. Ludmiła szybko zerwała się z kanapy i do mnie podbiegła.
- Violu - szepnęła mi do ucha. - Trzymasz się jakoś?
- Jakoś to jest dobre określenie.
Zobaczyłam, że Federico siedzi lekko przygaszony na kanapie.
- A ty Fede, przeżyłeś starcie z blond huraganem? - zapytałam.
W odpowiedzi zaśmiał się serdecznie, ale natychmiast przestał, gdy napotkał piorunujący wzrok swojej dziewczyny.
- Ha, ha, ha bardzo śmieszne - powiedziała sarkastycznie i udając obrażoną podeszła do kanapy. Usiadła, a chłopak ją przytulił.
Postanowiliśmy zrobić sobie wieczór filmowy. Ja poszłam do kuchni przygotować miskę popcorn'u, a oni włączyli telewizor i przygotowali siedzenie.
- Co oglądamy? - zapytałam ciekawa.
Rzuciła do mnie pudełko, na którym zobaczyłam tytuł Przelotni kochankowie. Nie byłam pewna, czy to coś, co mam ochotę teraz oglądać.
Jednak się myliłam. Komedia była na prawdę przezabawna. Obróciłam się w ich stronę, żeby skomentować film, ale zobaczyłam, jak ręka chłopaka majstruje coś, na wysokości krocza Lu. Postanowiłam dać im upragniony, zapewne, spokój. Poszłam do łazienki się ogarnąć, a gdy ledwie zdążyłam z niej wyjść, usłyszałam ciche jęki dziewczyny. Uśmiechnęłam się znacząco do siebie i przez moment chciałam wejść i rzucić im prezerwatywę, ale się powstrzymałam. Poszłam do siebie do pokoju i usiadłam na łóżko. Pomyślałam nagle o Leonie, ale szybko zmusiłam się, by przestać. Sięgnęłam po rozpoczętą, przeze mnie, niedawno książkę Chemię śmierci i zanurzyłam się w cudownym świecie lektury.

~*~

Mam już dość tego siedzenia w samolocie, ale na szczęście już tylko kilka godzin.
Gdy doleciałem na miejsce, szybko odebrałem bagaż i poszedłem na parking.
- Leon, tak dawno cię nie widziałam - usłyszałem tak dobrze mi znany kobiecy głos.
Odwróciłem się i spojrzałem w oczy kobiety, uśmiechnąłem się, ale zaraz po tym przypomniałem sobie, co mnie tu sprowadza.
- Ja go kurwa chyba zabiję!

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Co do filmu, na prawdę świetna komedia dla ludzi o specyficznym poczuciu humoru, a książka Chemia śmierci jest doskonałym kryminałem, ale dla ludzi o mocnych nerwach.
Do zobaczenia wkrótce,
Zuzia ^^

sobota, 14 maja 2016

Rozdział XXVI

 Rozdział dedykuję KAŻDEMU Z WAS!!!!!! 
Cholerne trzy dni. Trzy dni, które spędziłam z łóżkiem. Nie wiem, czemu to tak boli. Gdy ci się układa, lepiej niż wcześniej, nagle zaczyna być jeszcze gorzej, niż kiedykolwiek było. Ból, coś co każdego dotyka, wywołuje u ciebie nienawiść, ale także tęsknotę do osoby która cię skrzywdziła, czasami marzysz by powróciła, a gdy zobaczysz masz ochotę rozszarpać tę osobę i zapomnieć o niej na zawsze. Niszczy ci to życie, niszczy ci to psychikę, to nie jest tak jak w tych telenowelach, że tydzień/dwa popłaczesz w domu i nagle zaczniesz funkcjonować jak zwykły człowiek. Ten ból psychiczny jak i fizyczny, nie pozwala ci chodzić, jeść, a co najgorsze, rozmawiać z osobami bliskimi. Osoba która wyrządziła ci krzywdę jest teraz odrzucana przez innych i to przez ciebie, gdy nagle zobaczycie się w opłakanym stanie, patrząc na siebie z pogardą, złością a w środku jest ci go żal i masz poczucie winy, to właśnie jest miłość. Co do Leona, wyjechać ma za kilka dni, nie mogę pojąć tego, jak mógł mi to zrobić, w dzień który w końcu mi się coś udało, zburzył to jednym słowem, nawet nie przemyślał tego że teraz przez niego cierpi ktoś, ktoś dla kogo rzekomo był ważny. Wiedział o mojej przeszłości, wiedział co przeżyłam a i tak miał odwagę się mnie wyprzeć, nie dzwonił, nie wysłał żadnego SMS'a, choć na  jego miejscu nawet bym o tym nie myślała, by tak zniszczyć komuś życie. Chcę o nim zapomnieć, ale nie mogę, a to dlatego, że go kocham. Przemyślałam sobie wszystko i postanowiłam, że nie dam się, nie dam się złej ścieżce, będę się starała jakoś stanąć na nogi, choć wiem że to i tak nie zagoi rany która została po Leonie. Muszę wrócić do świata żywych, nie tylko dla siebie, dla Ludmiły i by świat wiedział że Violetta,Violetta Castillo tak łatwo się nie poddaje. Po jednym ciosie się pozbierałam, po drugim także dam radę. Nie jest to mocniejszy cios od pierwszego, ale każdy cios trzeba przyjąć na klatę i iść dalej, dając sobie zawsze inny cel, jeśli go spotkam, jeśli go zobaczę, poproszę po raz ostatni o wyjaśnienia. Jeśli mi ich nie da odejdę, nie chcę nikomu uprzykrzać życia. Żyć uczymy się na błędach, te błędy każdy popełnia, czasami jest to błahostka, a czasami coś wielkiego, praktycznie nie do zniesienia. Dość! Wyjdę teraz z tego pokoju, jak nowo narodzona, jakby tego co się stało nie było. Powoli, dosłownie powoli, wygramoliłam się z łóżka, szybko się ogarnęłam nie patrząc w lustro, w dwadzieścia minut wszystko w moim pokoju było posprzątane i wróciło do stałego wyglądu. Gdy wyszłam z pomieszczenia zobaczyłam pustkę. Krzyczałam ale na nic, Ludmiły nie było. Wtedy uświadomiłam sobie, że umówiła się na randkę z Federico. Mam nadzieję, że chłopakowi się nie dostanie za błędy przyjaciela. 
Postanowiłam wyjść na dwór, do parku. Nie miałam w tym  żadnego celu, po prostu szłam przed siebie. Dziś Leon wylatuje. Wiem, że ma w tym jakiś cel, ale za nic nie mogę zgadnąć o co mu chodzi. Najpierw zachowywał się, jakby nie miał przede mną żadnych tajemnic, a tu nagle uderzenie, że wyjeżdża. Nie wiem na ile, nie wiem po co. Tak się po prostu stało.
Nie wiele myśląc, moje nogi powiodły mnie pod lotnisko. Podświadomie wiedziałam, że chcę zobaczyć Leona.
- Violetta, co ty tu robisz - usłyszałam ten cudowny, niosący ból głos.
- Przyszłam dla ciebie. Po raz ostatni chciałabym spytać o co chodzi. Proszę, powiedz mi.
- Idź stąd Violu, proszę, zanim nie zrobię czegoś głupiego. 
- Czego na przykład - zapytałam, chcąc go lekko sprowokować.
- Tego - odpowiedział i szybko mnie pocałował. - To nasz ostatni pocałunek.
Po tych słowach odwrócił się i wszedł do terminalu. A ja stałam osłupiała.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jestem! Za pomoc w tym rozdziale dziękuję BiszoptowejAmi :)
Jutro będzie następny, bo go prawie napisałam w międzyczasie.
Kocham Was i dziękuję za wszystkie komentarze :*
Zuzia ^^

niedziela, 8 maja 2016

...

Posłuchajcie, mam problem co do istnienia tego bloga bo zaczyna mi brakować weny. Nie mogę zapełnić luki pomiędzy rozdziałami. Chodzi o to, że wiem co ma się dziać z bohaterami za np. pięć rozdziałów, ale nie wiem co napisać w tych pięciu. A też nie chcę co rozdział pisać: Miesiąc później, bo straci to dla mnie sens. Więc postaram się dodawać raz w tygodniu. Już niekoniecznie w niedziele.
Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie. A jeśli chcecie zakończyć przygodę z tym blogiem, rozumiem. Dziękuję Wam za waszą aktywność, komentarze, wyświetlenia. Jesteście cudowni.
Zuzia ^^

niedziela, 24 kwietnia 2016

Rozdział XXV

Hejo! Jetem i wracam do normalnego pisania. Już po egzaminach. Na szczęście. Jak Wam poszło?
Nie zwlekając, oto rozdział 25.
Dedykowany Maddy i Beauty

W końcu wybił dzień tak bardzo oczekiwany przez Violettę. Dziewczyna nie mogła się doczekać, aż skończy szkołę i będzie mogła zacząć pracę z Leonem na cały etat. To właśnie cieszy ją najbardziej. Wspólna praca z ukochanym. Pewnie, będzie jej brakować studenckiego życia, ale tak na prawdę, nic się nie zmieni. Wciąż będzie się przyjaźnić z Ludmiłą, będą razem chodzić na dyskoteki, robić sobie wieczory filmowe i tak dalej. Dziewczyna widziała, ile czasu zajęło jej przyjaciółce przygotowanie tak niesamowitej gali. Cała uroczystość przebiegała sprawnie, blondynka była zestresowana występem, ale kiedy nadeszła pora jej przemówienia, rozluźniła się. V wiedziała, że Lu jest stworzona do występowania przed publicznością. Gdy mówiła, dosłownie czarowała każdego. 
Po odebraniu dyplomu pobiegła przytulić Ludmiłę.
- Udało nam się! - krzyknęła do wspólokatorki.
- W końcu. Już nie mogłam się doczekać tego dnia - odpowiedziała jej.
- Chodź, bo myślę, że nie tylko ja chcę się cieszyć z tego dnia - powiedziała brunetka i wskazała na czekających chłopaków. Podeszły do nich i od razu się przytulili.
- Gratulacje - szepnął jej Leon na ucho i pocałował słodko. 
- Dzięki - odpowiedziała i spojrzała mu w oczy, w których zobaczyła smutek. Nie wiedziała o co chodzi, ale stwierdziła, że poczeka aż będą sami, ponieważ wraz z Lu i Fede, zaplanowali sobie wspólny piknik. Udali się do domu po koc i kosz piknikowy ze smakołykami, przygotowanymi dzień wcześniej. Poszli do parku, na małą polanę, otoczoną zewsząd drzewami. Ze względu na małą pustą przestrzeń, miejsce zdawało się być niezwykle intymne. Położyli się na rozłożonym wcześniej kocu, każdy chłopak przytulił swoją wybrankę i zaczęli oglądać film, na zabranym z domu laptopie.

~*~

Całą czwórką zaczęli się już zbierać, gdyż zaczęło się robić ciemno. Wspólnie zadecydowali, a tak na prawdę zrobiła to Ludmiła, że ona i Fede pójdą do domu chłopaków, a Viola i Leon do ich mieszkania. Rozeszli się w odpowiednie miejsca. 
Zakochani usiedli na kanapie i V wtuliła się w ukochanego. Teraz, gdzy w końcu nikt im nie towarzyszył, postanowiła wypytać go o złe samopoczucie.
- Kochanie, co się dzieje? Nie próbuj odpowiadać, że nic.
- Nie ważne - odpowiedział tak, jakby chciał uciąć temat, ale nie pozwoliła mu na to.
- Przecież widzę, co się stało. Pamiętasz, mnie możesz powiedzieć wszystko.
- Violetta nie drąż tematu - zapewne powiedział to ostrzej niż zamierzał.
- Chcę ci pomóc, bo widziałam, że się czymś martwisz.
- Wyjeżdżam. Wyprowadzam się do Europy - powiedział beznamiętnie.
- Dlaczego? Na jak długo? - zapytała i czuła, że w jej oczach zbierają się łzy.
- Nie twoja cholerna sprawa! Rozumiesz! Wyprowadzam się i nic nie możesz na to poradzić.
- Mogę jechać z tobą.
- Nie! Chcę żebyś została i kontynuowała pracę w mojej przychodni.
- Leon, ale o co chodzi.
- Nic! Po prostu daj mi spokój - te słowa bardzo zabolały dziewczynę. Poczuła, jak w jej oczach wezbrały się łzy.
- Wyjdź z tego domu! - krzyknęła zapłakana. Chłopak jej nie odpowiedział, tylko wyszedł trzaskając drzwiami.
Violetta zwinęła się w kłębek na kanapie i dała upust jeszcze większej ilości łez.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jeszcze raz przepraszam za nieobecność, ale egzaminy, cóż, mam nadzieję, że zrozumiecie.
Od teraz wracam do regularnego pisania.
Ach tak, pierwsza kłótnia :)
Spokojnie pogodzą się (kiedyś na pewno)
Zuzia^^